Tak na szybko pokażę co w tej chwili siedzi na patelni:) Moje placki z dyni,pycha!
Zdjęcie z komórki, update z komputera:
Zdenerwował mnie mąż, bo zachciało mu się placków ziemniaczanych i zrobił takie z jajkiem i mąką. Jeszcze nie doszłam do siebie bo jedzeniu na delegacji, a on mi tu gluten i jaja serwuje! A ja też chcę placków!
Nie ma ziemniaczanych dla mnie, to wymyślę sobie z dyni. I wymyśliłam:)
Moje placki z dyni:
Składniki:
300 g dyni
1 łyżka siemienia lnianego
4 czubate łyżki mąki kukurydzianej (tak na oko;))
ciut oleju
sól, papryka, pieprz
Wykonanie:
Dynie zmielić i siemię lniane zmielić, dodać przyprawy i olej. Smażyć na chrupko.
Uwagi:
Następnym razem zacznę od zmielenia siemienia, zmielone razem z dynią nie zmieliło się prawie wcale. Mąkę dodawałam tak na oko. Wyszły bardzo smaczne. Najadłam się i ukontentowałam na równi z mężem, który sam zjadł podwójną porcję placków ziemniaczanych.
Dieta jest zalecona przez lekarza i prowadzona po opieką lekarza medycyny żywienia, dlatego nie polecam naśladowania mnie bez konsultacji lekarskiej.
Ze względów zdrowotnych powinnam przestrzegać diety. Nie jest to takie proste, ani dla mnie, ani dla moich bliskich, których odwiedzam i chcą mnie ugościć. Przygotowanie posiłków zgodnych z zaleceniami lekarskimi jest prawdziwą kuchenną rewolucją. Dotyczy też zmiany myślenia o zdrowym żywieniu.
Dlatego też powstał ten blog. Powstał po to, bym miała mobilizację do przestrzegania diety i aby moi bliscy mieli wskazówki co i jak gotować. Będą zatem podane wypróbowane przepisy i relacja, jak sobie radzę na diecie.
Celem jest dieta bezglutenowa wegańska bez płynnych tłuszczów roślinnych. Mięso nie jest całkowicie zakazane, więc będzie się czasem w przepisach pojawiać. Czasem mogę zrobić odstępstwo i zjeść jeden zakazany składnik, więc może pojawić się np. jajko lub gluten, ale będę to zaznaczać, że jest to wyjątek.
Dlatego też powstał ten blog. Powstał po to, bym miała mobilizację do przestrzegania diety i aby moi bliscy mieli wskazówki co i jak gotować. Będą zatem podane wypróbowane przepisy i relacja, jak sobie radzę na diecie.
Celem jest dieta bezglutenowa wegańska bez płynnych tłuszczów roślinnych. Mięso nie jest całkowicie zakazane, więc będzie się czasem w przepisach pojawiać. Czasem mogę zrobić odstępstwo i zjeść jeden zakazany składnik, więc może pojawić się np. jajko lub gluten, ale będę to zaznaczać, że jest to wyjątek.
środa, 27 listopada 2013
wtorek, 19 listopada 2013
czwartek, 31 października 2013
Szałowy dorsz
Chodził, a właściwie pływał za mną dorsz. I to od dłuższego
już czasu marudziłam Ziutkowi, że zjadłabym dorsza. Dziś na targu na stoisku
rybnym były piękne świeże filety (ok 36 z groszami za kilogram) i wróciliśmy do
domu z jednym sporym kawałkiem. Tak, to był ten dorsz, który za mną pływał.
Przewertowałam szybko trzy książki z przepisami i trafiłam
na coś, co mi podpasowało. Filety z dorsza z masłem cytrusowym z książki z
przepisami na Thermomiks „Tak lubię gotować”. Pokazałam Ziutkowi i zażyczyłam sobie
małych zmian. Masło ma zastąpić olejem kokosowym (nie mamy w domu masła).
Okazało się, że on dołożył swoje modyfikacje i już sama nie wiem, czy to jeszcze
jest modyfikacja przepisu z książki, czy to już zupełnie nowy przepis?
Naszą wersję nazwijmy tak:
Filet z dorsza w
sosie cytrusowym z kokosową nutą
Składniki:
Filet z dorsza
Cytryna
Pomarańcza
1 łyżka oleju kokosowego
Sól, pieprz
Wykonanie:
Filety z dorsza skropić sokiem z cytryny, oprószyć solą, pieprzem
i zwinąć jak roladki i gotować na parze 25 minut (Varoma, obroty 1).
Do naczynia wrzucić wyfiletowane cząstki pomarańczy, łyżkę
oleju kokosowego oraz sok z cytryny i gotować 4 min, 60 st. C. Powstałym sosem
polać roladki rybne.
Rybka podana była z gotowaną kapustą brukselską. Całość –
bajecznie pyszna!
To danie szarpnęło mnie, podrzuciło, obróciło dokoła własnej
osi i rzuciło na kolana. TAK! To jest to, o co mi chodziło! To coś, co bym
chętnie zjadła: coś nowego, coś smakowitego, czego jeszcze nie jadłam i coś, co
uwiodłoby mnie swym smakiem i aromatem. To danie spełniło moje oczekiwania.
Godne mistrza kuchni. I po takich obiadach serce mi topnieje i stwierdzam, że
po tylu latach coraz bardziej kocham mojego męża!
Wróćmy jeszcze do źródła mych zachwytów.
W oryginalnym przepisie była do tego gotowana na parze
cukinia oraz ziemniaki, które pominęliśmy bo nie chciało nam się iść do piwnicy:) Pominęliśmy też
anyżek, bo go nie lubimy i nie mamy w domu. Stan skórek naszych cytrusów nie
był zadowalający, więc i skórki pominęliśmy. Użyty został sok z cytryny oraz wyfiletowane
cząstki pomarańczy. I właściwie to wszystko zostało inaczej zrobione:)
Poniżej przytaczam inspirujący oryginał
Filety z dorsza z
masłem cytrusowym
4 filety z dorsza
1 pomarańcza, dokładnie umyta
1 cytryna, dokładnie umyta
Sól, pieprz
80 g masła pokrojonego na kawałki
1 łyżeczka ziaren anyżu
3 gałązki świeżej pietruszki
Wykonanie:
Pomarańczę i cytrynę obrać cienko ze skórki i pociąć na
cienkie paski. ¼ cytrusowych wiórków posypać rybę, doprawić solą i pieprzem.
Gotować na parze (25 minut, Varoma, obroty 1)
Pozostałe wiórki z cytrusów, masło i nasiona anyżu podgrzać
(4 minuty, 60 st. C, obroty 1)
Wycisnąć pomarańczę i cytrynę, sok dodać do podgrzewanych
skórek i wymieszać (30 s obroty 3)
Ugotowaną rybę polać sosem i posypać pietruszką.
Wszystkim czytaczom życzę smakowitych inspiracji!
środa, 30 października 2013
Gościnność
Dawno, dawno temu, gdy jeszcze ja rządziłam w kuchni przyjechali
do nas koledzy zza Odry. Nie odchodziłam prawie od garów tylko pitrasiłam im smakołyki.
Wtedy przy śniadaniu jeden z kolegów powiedział do drugiego: „teraz wiesz,
dlaczego ona jest moją ulubioną koleżanką”. A były wtedy na śniadanie świeże bułki
własnej produkcji, pasty do chleba, ba! Nawet tort orzechowy zrobiłam – i więcej
nie pamiętam…
Chciałabym, aby nasi goście (bardzo lubimy gości) byli
zadowoleni z wizyt u nas, chciałabym zawsze zaskakiwać ich smakołykami i nowymi
smakami. A że z pamięcią krucho, to pora zacząć notować gościnne jadłospisy:)
We wrześniu gościliśmy moich braci: na dobry wieczór (bo
przyjechali wieczorem) była pizza z pieczarkami i papryką. W sobotę na obiad
był pieczony pstrąg i pieczone ziemniaczki, a w niedzielę rosół z makaronem i gulasz
po węgiersku (podobny do tego z książki do TM).
Potem był moja siostra z synem i dużo ganialiśmy po mieście,
był zatem chińczyk oraz pierogi u Babuszki, a w domu pstrąg pieczony (lubimy
gości i ryby).
Kolejnym gościem był kolega Ziutka z rodziną: przywitaliśmy
ich pizzą (ze względu na dzieci, które lubią pizzę). Do tego był Ice Tea
brzoskwiniowa.
A ostatnio my pojechaliśmy się gościć w Mirowie. Zabraliśmy
ze sobą kulki życia, galantynę, koncentrat bulionu warzywnego i peperonczino.
Na przystawkę była rolada szpinakowa z farszem pomidorowo
jajecznym (wszystko własne z obejścia)
Na pierwsze danie: zupa z dyni Hokkaido (z własnej upraw) na
białym winie
Na drugie danie: placki z czarnej i białej rzepy z sosem
cygańskim z mięskiem i papryką
A na deser: ciasto jogurtowe ze śliwkami (nie jadłam, bo
gluten, ale Ziutek mówił, że boskie!).
Teraz obmyślamy, co my zaserwujemy w ramach rewizyty:)
A może ktoś chce nas odwiedzić?
wtorek, 29 października 2013
Talerze pełne antocyjanów, czyli czerwona kapusta i nie tylko
Kapusta po
świętojańsku
Składniki:
1 niewielka główka czerwonej kapusty
1 duża cebula (najlepiej czerwona)
1 puszka fasoli konserwowej (najlepiej czerwonej)
2 łyżeczki soku z cytryny lub octu owocowego albo winnego
2 łyżki oliwy lub dobrego oleju
Suszone zioła: prowansalskie, oregano, cząber, lub garść
świeżej siekanej natki pietruszki
Sól, pieprz.
Wykonanie:
Kapustę poszatkować i na cedzaku włożyć na 5 minut do
osolonego wrzątku. Odcisnąć i zmieszać z sokiem z cytryny.
Cebulę posiekać w kosteczkę i zeszklić. Dodać do niej kapustę, fasole oraz zioła. Doprawić
solą i pieprzem.
Moje modyfikacje:Miałam tylko białą cebulę i takiej użyłam. Do puszek podchodzę nieufnie, więc wcześniej ugotowałam zwykłą fasolę. Robiłam to danie drugi raz w życiu i ponownie mnie zachwyciło smakiem. Świadomość, że mam talerz pełen zdrowia dodawała smaku:)
Tak jak kilka lat temu, gdy pierwszy raz to danie, została kapusta i zrobiłam z niej surówkę. Teraz też zrobiłam tę samą surówkę i z tej samej książki.
Surówka Szlachetny Szczepan
Składniki:
50 dag czerwonej kapusty
5 dag suszonych fig
Garść rodzynków
3 łyżki oliwy lub dobrego oleju
Garść dowolnych orzechów
Sok z cytryny lub ocet winny albo owocowe
Sól, cukier, pieprz
Wykonanie:
Kapustę poszatkować i posolić, odstawić na 30 minut,
odcisnąć,
Rodzynki umyć, namoczyć i odcisnąć. Orzechy i figi posiekać.
Kapustę wymieszać z bakaliami i doprawić sokiem z cytryny, oliwą, cukrem, solą
i pieprzem.
Oba przepisy pochodzą z "Kuchni polskiej na każdy dzień" z tomu
Październik autorstwa Małgorzaty Caprari. Całoroczny zestaw przepisów tej
autorki dostałam na początku mojego małżeństwa od Babci i Dziadka. Rozbrajające są tam nazwy potraw, Szlachetny Szczepan to mała zapowiedź, jest Mężny macho i Roztropna Zosia i inne w tym stylu.
poniedziałek, 28 października 2013
Galantyna z kurczaka
Galantyna z kurczaka - palce lizać!
Galantyna (z franc. Galantines) - danie z kawałków gotowanego mięsa bez kości z jarzynami, podawane w galarecie na zimno, jako samodzielne danie lub przekąska. Ponieważ przygotowanie farszu jest czasochłonne, galantyna uważana jest za raczej wyszukane danie. (Wikipedia)
Przepis na galantynę z kurczaka znalazłam w książce z przepisami na Thermomix "Pełną parą" i od początku miałam na nią ochotę. Dość już było gapienia się na piękne fotki, wysłałam Ziutka po mięsko i zrobiłam galantynę. W książce podają, że to typowa polska przystawka, ale większość osób, które częstowałam lub którym tylko mówiłam o mojej galantynie, pytało "co to jest?". Jedynie mój brat skrzywił się i powiedział, że nie ma nawet ochoty próbować. Koszmar dzieciństwa? Nasz Tata robił galantynę z ryby, zwykle na święta, a mielone mięso rybne kojarzy nam się z rybnymi klopsikami Babci. I właśnie tych klopsików oboje mieliśmy w dzieciństwie po kokardy;)))
Ale moja galantyna nie ma nic wspólnego z rybami, jest delikatna i pyszna, a do tego szybko zniknęła.
Rola Ziutka w tym gotowaniu ograniczyła się jedynie do zakupów i wsypania pieprzu. Ziutek lubi pieprzyć;)
Zupełnie jak ten marynarz z piosenki żeglarskiej:
"Pływał raz marynarz, którzy żywił się wyłącznie pieprzem, sypał pieprz do konfitury i do zupy mlecznej"
(mieliśmy już dżem truskawkowy z pieprzem, hihi).
Ale zostawmy szefa kuchni w spokoju, wróćmy do dania zrobionego tym razem przez kuchcika.
Galantyna z kurczaka
Galantyna (z franc. Galantines) - danie z kawałków gotowanego mięsa bez kości z jarzynami, podawane w galarecie na zimno, jako samodzielne danie lub przekąska. Ponieważ przygotowanie farszu jest czasochłonne, galantyna uważana jest za raczej wyszukane danie. (Wikipedia)
Przepis na galantynę z kurczaka znalazłam w książce z przepisami na Thermomix "Pełną parą" i od początku miałam na nią ochotę. Dość już było gapienia się na piękne fotki, wysłałam Ziutka po mięsko i zrobiłam galantynę. W książce podają, że to typowa polska przystawka, ale większość osób, które częstowałam lub którym tylko mówiłam o mojej galantynie, pytało "co to jest?". Jedynie mój brat skrzywił się i powiedział, że nie ma nawet ochoty próbować. Koszmar dzieciństwa? Nasz Tata robił galantynę z ryby, zwykle na święta, a mielone mięso rybne kojarzy nam się z rybnymi klopsikami Babci. I właśnie tych klopsików oboje mieliśmy w dzieciństwie po kokardy;)))
Ale moja galantyna nie ma nic wspólnego z rybami, jest delikatna i pyszna, a do tego szybko zniknęła.
Rola Ziutka w tym gotowaniu ograniczyła się jedynie do zakupów i wsypania pieprzu. Ziutek lubi pieprzyć;)
Zupełnie jak ten marynarz z piosenki żeglarskiej:
"Pływał raz marynarz, którzy żywił się wyłącznie pieprzem, sypał pieprz do konfitury i do zupy mlecznej"
(mieliśmy już dżem truskawkowy z pieprzem, hihi).
Ale zostawmy szefa kuchni w spokoju, wróćmy do dania zrobionego tym razem przez kuchcika.
Galantyna z kurczaka
Skład:
150 g papryki (po 50 g każdego koloru – czerwonej, zielonej i żółtej)
2 piersi z kurczaka, pokrojone na kawałki po 300 g
2 udka z kurczaka, obrane ze skóry i bez kości, pokrojone na kawałki po
300 g
100 g kukurydzy z puszki
Sól
2 łyżeczki przyprawy warzywnej *
600 ml wody do gotowania na parze
Wykonanie:
Paprykę rozdrabniamy 3 s obroty 5 i wyjmujemy. Mielimy mięso porcjami po
300 g, każdą porcje ok. 10 s. obroty 7 i wyjmujemy. Na koniec wszystko razem
wkładamy do naczynia doprawiamy przyprawami. Masę dzielimy na dwie części i
układamy na folii spożywczej lub gazie. Formujemy wałeczek i zawijamy folią
(lub gazą) i jej końce zawiązujemy jak w cukierku. Gotujemy 30 minut na parze
lub w bulionie w dużym garnku. Po ugotowaniu studzimy i wkładamy do lodówki. Galantynę
podajemy na zimno, pokrojoną w plastry z ostrymi sosami lub musztardami.
Moje modyfikacje
Jedno udko z kurczaka odpadło, bo ciężko było obedrzeć mięso z kości. Potem
puszka kukurydzy okazała się puszką pełną kiełków bambusa, więc kukurydza
odpadała z przepisu.
* przyprawa warzywna to coś podobnego do Vegety czy Kucharka, zrobiona
jest z suszonych i zmielonych warzyw np. marchwi, pietruszki, selera
Subskrybuj:
Posty (Atom)






_.jpg)




